Moja podróż w Karkonosze
Każdego lata, razem ze znajomymi stajemy przed bardzo ważnym, aczkolwiek sympatycznym dylematem – dokąd się wybrać w trakcie nadchodzących wakacji. Możliwości oczywiście jest wiele, stąd zazwyczaj posiadamy parę różnych pomysłów na spędzenie wakacji. Są nimi miejsca bardzo zróżnicowane: polskie niziny, pojezierza, góry, historyczne miasta, zagraniczne zabytki, a nawet egzotyczne kraje. Jako, że ja preferuję raczej rodzime atrakcje, w zeszłym roku postanowiłam, iż rejon poszukiwań należy zawęzić do granic Polski. Ostateczny wybór padł więc, na leżący w Karkonoszach (najwyższym paśmie Sudetów), przepiękny Karpacz.
Karpacz jest to małe, urokliwe miasteczko położone u stóp największego szczytu Sudetów – Śnieżki (1602 metry n.p.m.), gdzie na każdym kroku można spotkać różne hotele. Hotele w Karpaczu prezentują się bardzo okazale, tak samo jak piękne hotele w Zakopanem np. Hotel Tatry lub Hotel Fian. Co prawda początkowo dość sceptycznie nastawiałam się na tę wyprawę – pobyt w Karkonoszach zaplanowaliśmy aż na trzy tygodnie – bałam się, że tak niewielka miejscowość nie jest w stanie zapewnić nam wystarczającej liczby atrakcji na tak długi czas. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Karpacz okazał się cudownym miastem, w którym kilkunastodniowy pobyt to absolutne minimum, aby je dobrze poznać. W Karpaczu odnaleźliśmy wiele ciekawostek, obok których nie sposób było przejść obojętnie. Przykłady to choćby historyczna, posiadająca kształt łodzi Wikingów, nordycka Świątynia Wang, skocznia narciarska Orlinek, stylizowane na „Dziki Zachód” Western City, czy niecodzienne Muzeum Zabawek. Szczególną frajdę, sprawiła mi jednak możliwość zjazdów bobslejami po zlokalizowanym w centrum Karpacza sporych rozmiarów torze. Ta z pozoru sielankowo wyglądająca atrakcja naprawdę jest w stanie dostarczyć niezapomnianych wrażeń. Niezapomniane były także, nasze wystraszone szybkością jazdy, miny uwiecznione na zrobionym przez automat zdjęciu.
Jako wielka miłośniczka odległych, a zarazem długich wędrówek obawiałam się, że będę zmuszona wnosić swoich niewytrwałych kompanów na szczyty górskie o własnych siłach. Jak się jednak prędko okazało, w Karkonoskim Parku Narodowym nogi same rwą się do górskich spacerów. Tak więc, zaopatrzeni w dobrą mapę, solidny zapas wody, całą masę energetycznych batoników i słodyczy oraz najważniejsze – dobry humor, odbyliśmy kilkanaście niecodziennych wypraw w najwyższe partie Sudetów. Najważniejsze z nich, to te, których celem była Śnieżka. Można się na nią łatwo dostać korzystając z wyciągu na Kopę, z której na najpopularniejszy szczyt Karkonoszy jest już naprawdę blisko. Polecam jednak wędrówkę o własnych siłach – droga nie należy do najtrudniejszych – wystarczy sportowe obuwie, trochę wysiłku i dobrej woli. Na Śnieżkę dostaliśmy się w ten sposób już pierwszego dnia pobytu w Karpaczu - w zaledwie kilka godzin. Najistotniejsze jest jednak to, co spotkało nas po drodze. Były to przepiękne widoki na schroniska Samotnię i Strzechę Akademicką, Mały i Wielki Staw, dolinę, w której leży Karpacz oraz na stację meteorologiczną na Śnieżce. Najwyższy szczyt Sudetów zdobyliśmy dwukrotnie – jednak w całkowicie odmiennych warunkach. Na ten drugi raz bowiem, zdecydowaliśmy się w nocy. Z perspektywy czasu przyznaję, iż pomysł był nieco szalony, jednak w pełni bezpieczny i warty realizacji. Wyruszyliśmy w trasę około godziny trzeciej nad ranem, gdy było jeszcze zupełne ciemności. W momencie wkroczenia na górski szlak zaczęło już jednak świtać – na południu kraju, a w szczególności latem, bardzo wcześnie robi się widno. Wędrówka okazała się jednym z najpiękniejszych doświadczeń jakich w życiu doznałam – wschód słońca podziwiany z grzbietów gór jest naprawdę cudowny i trudno go z czymkolwiek innym porównać. Kolejnym celem naszych wycieczek był Skalny Stół, umiejscowiony w północnej części Karkonoskiego Parku Narodowego. Trasa okazała się dość uciążliwa, ze względu na niewielką popularność szlaku, w związku z czym brakowało dobrej ścieżki. Pomimo trudności, udało nam się dostać na sam szczyt, gdzie urządziliśmy sobie ucztę (czekoladowe batoniki + kanapki z pasztetem), a także nietypową sesję zdjęciową – płaskie skały (stąd nazwa szczytu: Skalny Stół) doskonale spisały się jako wybieg dla naszych „modeli” i „modelek”. Wracając do Karpacza, wyczerpani po całodziennych udanych, aczkolwiek męczących wycieczkach, po wyjściu z parku narodowego wielokrotnie zbieraliśmy w lesie maliny i jagody na wspaniały, górski deser. Muszę przyznać, że taki naturalny, a co ważniejsze własnoręcznie przygotowany posiłek smakuje wiele lepiej niż typowy, zakupiony w sklepie bądź w restauracji.
W Karpaczu bawiłam się znakomicie. Okazał się on nie tylko pełnym uroku miastem, ale również doskonałą bazą wypadową w różnorodne zakątki Karkonoszy i nie tylko. Zwiedziłam przy okazji Pragę oraz Skalne Miasto w Czechach, twierdze Książ oraz Chojnik, Szklarską Porębę z nieziemskim wodospadem Kamieńczyk (nieopodal którego, tworzono właśnie kolejne zdjęcia do znanego filmu „Opowieści z Narnii”). Odbyłam ponadto wiele interesujących wycieczek wgłąb Sudetów, zobaczyłam ciekawe skałki (jak np. Pielgrzymy czy zlokalizowany nieco wyżej Słonecznik), a nawet wysłuchałam doskonałego koncertu „Lata z Radiem” na stadionie w Karpaczu, gdzie wystąpiły takie gwiazdy jak Zbigniew Wodecki, Blue Cafe czy Perfect. Wszystko to sprawia, że bogatsza o dziesiątki cudownych wspomnień, z cała pewnością mogę stwierdzić, że do Karpacza jeszcze nie raz powrócę. Z pełnym przekonaniem zachęcam także wszystkich, którzy nadal poszukują pomysłu na wakacje, do odwiedzenia właśnie tej malowniczej miejscowości.